Kiedyś jadąc do Świnoujścia odwiedzić znajomych wpakowaliśmy się w pociąg nazioli jadących do Szczecina na mecz przyjaźni Legii i Pogoni, jakieś takie początki tej "przyjaźni" to były. Od razu nas złapali i do Warsa zaciagnęli, po wymianie pierwszych "serdeczności", przetrzepali nam plecaki i wyłożyli żarcie na podróż na stół i kazali nam grać w karty o nie. Wybrali oczywiście z naszej trójki najmniejszego i tego który przyznał się ze nie umie. Po rozdaniu okazało się że Benek (kumpel) ma fulla a chłopaki słabiutko, więc mówimy żarcie uratowane, a oni na to "chwila, chwila" powymieniali karty miedzy sobą i załatwili nas pokerkiem. I żarcie szlag trafił

.
Wyjazd był ogólnie słaby jeśli chodzi o spotkania z "nazi typkami". Kanar nas wywalił z pociagu na całe szczęście, i po nocnych przygodach w Łowiczu przed i na komisariacie dotelepaliśmy się do Kutna, gdzie znów nas dorwali kolesie w koszulkach KU KLUX KLAN. Mówimy im: "zostawcie nas całą noc dostawaliśmy bęcki od waszych kumpli, mamy już dość", na to oni: "jakich naszych naszych kumpli", my że "jechaliśmy z naźkami z Legii", a oni "to nie są kurwa żadni nasi kumple - Widzew Łódź"

. i znów szarpanka.
Ale udało się dojechaliśmy, choć podróż zapamiętam na całe życie, i dlatego przyjaźń z prawą stroną mocy mam z głowy wybitą

.