przez rolnik » 22 lip 2010, o 06:07
Witam.
Prawdę mówiąc, polityka jest wszechobecna i wydaje mi się, że każdy ma jakieś zdanie, jedni lokalne typu, parafrazując znanego poetę z szkoły średniej "Kaczyński dobrym prezydentem był" lub globalne np: pokojowe misje armii amerykańskiej idą za interesem swoich przywódców. I w tym globalnym widzeniu na pewno jesteśmy polityczni, bo głód, wojny, czystki etniczne, czy prześladowania polityczne są nam nieobojętne i przypominamy o tym w tekstach i nawet w działaniach (ja jestem biernym członkiem, raczej takim płacącym co miesiąc składkę Amnesty International, ale brak czasu na więcej i cieszę się ze mogę choć to).
Z drugiej strony nasza "polityczność scenowa" a wiec i łatka "lewaków" wynika stąd, że mamy stanowcze zdanie na temat cichej akceptacji tzw. "prawej apolityczności" (apolityczność to też temat rzeka) i przenikaniu się kapel typowo nieapolitycznych a o zabarwieniu brunatnym do głów młodych dzieciaków. To samo się tyczy działań wspierania FNB, czy wydawnictw i koncertów benefitowych na antyfaszystów czy ACK, a także kiedyś zdarzyło się mi grać dla strajkujących górników (jeszcze w poprzednim zespole). Nie unikamy wypowiadania się na "gorące" tematy.
Ale unikamy przede wszystkim ortodoksji i ta nas nie interesuje, słuchamy zdania wszystkich i możemy rozmawiać. I przede wszystkim uważam (osobiście), że scena jest tak duża, że mogą tu istnieć wszyscy (apolityczni, anarcho i td.) ale musi być wspólny mianownik i wydaje mi się, ze tym mianownikiem jest tolerancja dla innych i związana z tym walka czy to na ulicy czy przez teksty czy granie na benefitach czy koncertach antyrasistowskich, antyfaszystowski czy antykomunistycznych. Bo nie rozumiem apolityczności w unikaniu grania na koncertach antyfaszystowskich i wydawaniu się w wydawnictwach które promują kapele związane z jawnym graniem dla ns. A także nie rozumiem tego jak kapela, która uważa się za apolityczną, gra na koncercie gdzie ekipa od kilku do kilkunastu osób hajluje i nie przerywa koncertu lub nie reaguje.
A nasza "apolityczność" to ta, że jak pewnie większość która w szkole poznała historię XX wieku, nie poprzemy i nie uwierzymy w idealność systemu czy to skrajnie w prawo, czy to skrajnie w lewo, czy żadnych innych. A jeśli chodzi o słowo polityk, to równa sie ono dla nas słowu kłamca czy lawirant. Co też można zobaczyć choćby patrząc na koalicje partii PSL, w latach 90-tych z SLD, teraz z PO. A więc wszędzie interes przywódców ugrupowania partyjnego.
Kończąc, Punk = bunt = swoje zdanie, ale bez ortodoksji i wspierając się wzajemnie. A cytując LD50 z okładki BENEFIT ANTIFA: " Ten kto jest pełny przemocy i zła, kto jest butny, pewny siebie i agresywny. Kto chce segregować i nienawidzieć ludzi, dominować, rządzić i poniżać, wypierać i zwycięzać słabszych, odbierać innym przestrzeń i wolność. Wreszcie ten kto uważa że jest panem i władcą świata jest ... jast złamanym, zajebanym chujem" i tyle
pozdrawiam
rolsssssssssssssssss